Jak maturzyści i studenci widzą swoją przyszłość w dobie pandemii?

Dział: Tylko u nas
01/07/2020 - 11:54

Przed maturzystami kolejny ważny krok w ich życiu: wybór studiów. Proces ten jest jednak utrudniony przez koronawirusa. Rozmawiamy z nimi o tym jak widzą swoją przyszłość w dobie pandemii, o wakacyjnych planach. I czego tak naprawdę się boją.

 student

(Fot. Pixabay)

Wiktoria Braszczyńska - tegoroczna maturzystka

Jak mówi jest osobą, która boi się wielu rzeczy. Studiów, życia w innym mieście, prowadzenia dorosłego trybu życia. To wychodzenie spoza strefy komfortu, a dla wielu młodych ludzi jest to stresujące. Jej największa obawa w związku z pandemią jest zdalne nauczanie. Bo utrudni to integrację, poznanie nauczycieli. Ale jeżeli faktycznie pójdzie w październiku na uczelnię, to zachowywanie tych wszystkich środków bezpieczeństwa też będzie uciążliwe.

O współlokatorów się nie boi, bo w każdym mieście, gdzie zamierza aplikować na uczelnie, ma znajomych, z którymi może mieszkać. Ale gdyby miała mieszkać z kimś obcym, to strach by się pojawił. Chciałaby wiedzieć, czy ta osoba miała test na obecność koronawirusa i jaki jest jego wynik. Przyznaje, że pewnie dezynfekowałaby też wszystkie kubki i talerze.

Brak spotkań towarzyskich będzie uciążliwy. Dodatkowo może się to przełożyć w przyszłości na problemy pracy w grupie. Uważa swój rocznik za poszkodowany. Nie tylko mieli za krótkie wakacje. Ważniejsze, że studia stoją pod znakiem zapytania, a matury były straszne.

Jest bardzo zła z powodu zepsutych wakacji. Miała dużo ambitnych planów. Czerwiec miała spędzić na wyjazdach. W planach było też robienie różnych certyfikatów, kolejnych stopni żeglarskich, kursów jogi, prawa jazdy i znalezienie pracy. Krótsze wakacje to też brak czasu na ochłonięcie, wszystko trzeba robić w pośpiechu, żeby zdążyć do października. Wiktoria jest w ciągłym napięciu, stresie. - To bardzo męczące. Nie ma chwili, żeby zwolnić - mówi.

O gap year (termin, który odnosi się do okresu pomiędzy etapami życia. Najbardziej popularny jest gap year w trakcie studiów, przed ich podjęciem lub po ich skończeniu, podczas zmiany pracy, przed lub po ślubie, przed dziećmi lub po ich wychowaniu - Wikipedia) myślała i cały czas myśli. Jak nie dostanie się na te kierunki, na które chce, odpuści sobie ten rok i poszuka innego zajęcia. Woli to niż wizję lekcji online w nowej szkole. To byłby dla niej zbyt duży stres. A tego chce uniknąć, nie będzie studiować dla samej sztuki studiowania.

 

Szymon Zagaj - tegoroczny maturzysta

On też boi się studiowania. Ta myśl go przeraża, nie jest jeszcze w stanie określić, co chce robić w przyszłości. Ale pandemia nie potęguje znacząco jego strachu. Już przywykł do sytuacji, wie, że trzeba się z tym uporać. Ale nie chciałby zacząć studiów od zdalnego nauczania. Na początku faktycznie była to przyjemna forma nauki, ale z czasem zrozumiał, że nie jest dla niego odpowiednia. Wyjazd do innego miasta mijałby się wtedy z celem. Po co wyjeżdżać, skoro i tak będzie siedzieć przez laptopem prawdopodobnie kilka godzin dziennie? Brakuje kontaktu z ludźmi. Na dłuższą metę to nie wypali. Podkreśla, że jakby rok szkolny zaczął się od zdalnego nauczania, to prawdopodobnie zostałby w Radomsku. Ale musi jeszcze o tym porozmawiać z rodzicami.

Zauważa, że spotkania towarzyskie, życie studenckie ucierpi. To bardzo duża strata dla ludzi z pierwszego roku. Tracą możliwość poznania się, a przecież integracja zaczyna się od samego początku. Szymon szczególnie nad tym ubolewa, bo jego wielkim marzeniem było pójście na juwenalia. Byłoby mu przykro, gdyby go to ominęło.

Jest tylko trochę zły na to, że jego wakacyjne plany się zepsuły. Przecież jego najdłuższe wakacje życia wcale nie będą takie długie. Ta złość już mu trochę przeszła. Przecież nie ma na to wpływu. Zaznacza, że ludzie muszą o siebie dbać, by to powstrzymać. Znaczy pandemię. Ale teraz nie może znaleźć pracy, bo inni zamiast ją dostawać, to ją tracą.
Myślał o gap year, chociaż nigdy nie był tego zwolennikiem. Ale nie przez pryzmat pandemii, tylko jego planów. Zdaje sobie sprawę, że mogą zostać pokrzyżowane, np. po otrzymaniu wyników matury. Ale nawet wtedy nie zostanie w Radomsku. Bo straci możliwość doświadczenia wielu nowych rzeczy.

Dodaje, że życie jest za krótkie, by przejmować się takimi rzeczami jak matura. Śmieje się, że w tym roku CKE nie do końca rozpieściło maturzystów. - Proszę wszystkich o zachowanie spokoju, nie martwienie się. Wreszcie mamy okres, gdy możemy odpocząć, nabrać energii.

 

Tegoroczny maturzysta

Boi się studiów. Przecież to nie tylko nowi ludzie, ale także miasto, miejsce zamieszkania. Ale pandemii się nie boi. - I tak nas wszystkich zabije.

Nie śmiał się, gdy to mówił. Ale ma obawy co do zdalnego nauczania. To oczywiste, że nie chciałby zaczynać tak ważnego etapu życia przez komputer. Mimo wszystko o gap year nie myśli. Dla niego to strata czasu, rok stracony. Dodatkowo kontakt ze studentami i wykładowcami byłby utrudniony, bo pierwsze spotkania są najważniejsze. A przecież wszystko jest możliwe, bo nie wiadomo jaki będzie ciąg dalszy pandemii.

Podkreśla, że nawet jeżeli pierwsze miesiące studiowania odbywałyby się online, to i tak wyjedzie. Żeby pobyć w innej atmosferze, pożyć trochę w inny sposób. Pytamy, czy nie bałby się zakażenia od współlokatorów. Odpowiada, że raczej by się tym nie przejmował. Przecież ludzie nawet nie chodzą w maseczkach. To raczej kwestia czasu kto się zarazi i przyniesie wirusa do domu. Stawia sprawę jasno. - Albo będę zarażony, albo nie.

Nie ma wątpliwości w sprawie imprez, które przecież są nieodłącznym elementem studiowania. Według niego ludzie i tak się nie będą przejmować, a zwłaszcza ci młodzi, którzy są w najmniejszej grupie ryzyka. On i tak nie jest typem imprezowicza, więc pewnie uda mu się to ominąć.

Opowiada, jak miał jechać do Niemiec, do cioci, a teraz to jest całkowicie przekreślone. Uważa swój rocznik za mocno poturbowany przez okoliczności, w tamtym roku strajk, w tym pandemia.

 

Ola Cieślik - studentka

Ola w październiku zacznie drugi rok studiów. Nie uważa, że ten etap w życiu to jakaś duża zmiana. Jest podobnie jak w liceum. Są te przedmioty, które lubisz, ale „zapychacze” niestety też. Musisz je po prostu zdać, takie są wymogi. Ale w kwestii nauki musisz się przestawić z trybu szkolnego, gdzie wszystko masz podane na tacy, na samodzielną naukę. Wykładowcy zwykle pokażą esencję zagadnienia, reszty musisz nauczyć się sam. Do tego dochodzi wyprowadzka do innego miasta. Nie ma rodziców, więc musisz sam zatroszczyć się o to by był porządek, obiad, zakupy. Z jednej strony to fajna sprawa, bo nikt już nie mówi, co masz robić, ale z drugiej strony jesteś zdany tylko na siebie. Ola chodziła wcześniej do szkoły z internatem, więc ta zmiana nie była dla niej aż tak duża.

Nauczanie przez internet nie spełnia jej oczekiwań. O wiele bardziej wolała zajęcia na uczelni. Jest łatwiej, np. na zajęciach z rysunku technicznego, zapytać o coś wykładowcę, niż szukać odpowiedzi w internecie lub czekać na nią nawet kilka dni od profesora. Podczas wideolekcji często występują problemy z łączem, obraz tablicy jest niewyraźny, a dźwięk zanika.

Opowiada jak na jednym wykładzie z matematyki sąsiad pani doktor miał remont. Nauczycielka musiała przerwać zajęcia i iść do sąsiada prosić go o ciszę. Poza tym przepadają laboratoria, bo w domu nikt nie będzie bawił się sprzętem do analizy chemicznej za kilka tysięcy złotych.

Zajęcia będą odrabiać po powrocie. Tłumaczy, że zaliczenia i egzamainy też są robione tak, by nie było czasu na ściąganie. Często studenci się nie wyrabiają lub rozwiązują zadania niestarannie, bo od wyznaczonego czasu muszą odjąć 5-10 minut na zrobienie zdjęcia, wysłanie pracy i upewnienie się, że spełnia wszystkie wymogi. - Nie oszukujmy się. Studenci są tak kreatywni, że jak chcą ściągnąć, to zawsze znajdą sposób.

Oli przepadło dużo spotkań. Kluby i bary są zamknięte, więc nie ma gdzie się spotkać. Dużo osób na czas zdalnego nauczania wróciło do swoich domów, więc nawet nie było jak się umówić. A gdy restrykcje zmniejszyli, to zaczęła się sesja i nikt o spotkaniach nie myślał. Kto chciałby przyjść na egzamin na kacu? Większą grupą widzą się dopiero po sesji na domówce u koleżanki.

Ola raczej nie boi się, że współlokator ją zarazi. Poza tym odkąd zamknęli uczelnię, w mieszkaniu była tylko raz. Ale jak gdzieś wychodzą, to zawsze mają maseczki i płyn do dezynfekcji. Owszem, obawa gdzieś jest, ale na pewno nie ma takiej paniki jak w marcu. Ludzie starają się żyć normalnie, tylko z zachowaniem środków bezpieczeństwa. Bo każdy ma już dość tej izolacji.

O powtarzaniu roku nie myślała. Dopuszcza do siebie myśl, że kolejny semestr też może być w takiej formie. Ale stara się myśleć optymistycznie, że w końcu wrócą na uczelnię i odrobią wszystko tak, jak należy.