Oni są wszędzie, można ich spotkać na każdym kroku. Tylko że nie zawsze na pierwszy rzut oka widać, że to jeden z nich. Mówię o myśliwych. Przypomniałem sobie, że Janusz Kucharski jakiś czas temu szukał myśliwego, który rzucił tę „rozrywkę”, chciał z nim porozmawiać. Z kimś takim chyba kiedyś czytałem wywiad. Nazwiska nie pamiętam, ale my tutaj szukamy ludzi lokalnych, więc strata z mojej luce w pamięci jest niewielka.
Tomasz Nowak, ton@radomszczanska.pl
Wracając do poszukiwań byłego myśliwego. Pod postem Janusza odezwał się jeden czynny myśliwy. Napisał, że o wszem, są tacy, co odchodzą, ale nigdy z powodów ideologicznych. Nie brzmi to optymistycznie. Dobrych kilka lat temu pisałem o najstarszym wówczas praktykującym lekarzu w Radomsku. Był nim laryngolog Alfred Orzechowski. Mówił, że był myśliwym. Pewnego razu polowali na sarny. U jednej z nich zobaczył łzy w oczach. Więcej już na duże zwierzęta nie polował. Tylko na ptactwo. To jedyny znany mi osobiście przypadek ograniczenia w tej ociekającej krwią niewinnych zwierząt rozrywce. Cho......
Ten artykuł przeczytasz tylko z aktywną prenumeratą cyfrową. Skorzystaj z subskrypcji
Pozostało 64% tekstu do przeczytania.
Wykup dostępTwoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze